Lustracja

Definicje, opinie, komentarze

Czy to już koniec lustracji?


Artykuły:

Co wyrok Trybunału zmienił w lustracji?

za: Gazeta.pl, 17.05.2007
Ewa Siedlecka

Po orzeczeniu Trybunału nie podlegają lustracji: • dziennikarze (oprócz autorów audycji publicystycznych w publicznym radiu i telewizji), • szefowie i właściciele mediów prywatnych, • wykładowcy i pracownicy naukowi wyższych uczelni i placówek naukowo-badawczych, • władze prywatnych wyższych uczelni, • dyrektorzy szkół społecznych i prywatnych, • kierownictwo rozmaitych prywatnych przedsiębiorstw (np. spółek giełdowych czy banków) podlegających kontroli Komisji Nadzoru Finansowego, • biegli rewidenci i doradcy podatkowi, • władze organizacji sportowych.

Trybunał uznał, że obejmowanie lustracją podmiotów prywatnych jest sprzeczne z konstytucją, bo pociąga za sobą liczne ograniczenia konstytucyjnych praw i wolności, a nie jest to konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa publicznego czy moralności publicznej.

Trybunał stwierdził natomiast, że lustrować można • adwokatów, • radców prawnych, • komorników i • notariuszy, bo są oni częścią wymiaru sprawiedliwości. A także • szefów elektronicznych mediów publicznych, w tym dyrektorów programów i ich zastępców, wydawców i autorów audycji publicystycznych i informacyjnych i dyrektorów oddziałów terenowych. Można też lustrować • władze publicznych uczelni wyższych i dyrektorów publicznych szkół.

Oświadczenia lustracyjne

Trybunał Konstytucyjny za sprzeczny z konstytucyjną zasadą poprawnej legislacji załącznik do ustawy lustracyjnej zawierający formularz, który lustrowany ma wypełnić.

Chodzi o to, że w tym formularzu trzeba się przyznać tylko do tajnej współpracy z organami bezpieczeństwa państwa. Tymczasem sama ustawa każe się przyznawać także do współpracy, która nie musiała być tajna, bo odbywała się w ramach obowiązków służbowych, ale czyniona była z zamiarem naruszenia wolności i praw człowieka. Trybunał uznał, że formularz wprowadza lustrowanych w błąd, a może się nawet okazać pułapką. Poza tym Trybunał zmienił definicje współpracy. Uznał, że musi być ona taka jak w starej ustawie lustracyjnej, tzn. nie tylko tajna i świadoma, ale też rzeczywiście podjęta - nie wystarczy samo zobowiązanie - i musiała być czyniona z zamiarem naruszania praw i wolności człowieka.

IPN zapowiedział, że w tej sytuacji oświadczenia złożone na sprzecznym z konstytucją formularzu i według nieaktualnej definicji współpracy odeśle. Po wyroku Trybunału ich prawdziwości nie może już zbadać sąd. Trybunał zakwestionował też przepis o publikacji wszystkich oświadczeń w internecie i Dzienniku Ustaw. A więc oświadczenia będą praktycznie bezużyteczne.

Trybunał uznał za sprzeczne z konstytucją:

• odwołanie się w preambule do pojęcia „osobowego źródła informacji”, bo nigdzie już potem nie występuje i nie zostało zdefiniowane, a więc wprowadza chaos i pozwalałoby na nadużywanie prawa (np. na wyrzucanie z pracy osób, które przyznają się do współpracy z tajnymi służbami PRL);

• zaliczenie do „organów bezpieczeństwa państwa” cenzury i Urzędu do spraw Wyznań - bo nie prowadziły działań operacyjnych ani śledczych;

(to, że w definicji współpracy nie ma wymagania, żeby była rzeczywista, a nie polegała np. wyłacznie na podpisaniu zobowiązania, które pozostało jedynie pustą deklaracją;

• udostępnianie naukowcom i dziennikarzom archiwów IPN za zgodą prezesa IPN. Chodzi o to, że w ustawie nie ma żadnych kryteriów, jakimi prezes miałby się kierować (dokumenty będą więc niedostępne, dopóki parlament nie poprawi tego przepisu);

• publikowanie list agentów, skoro o tym, że byli agentami, wyrokuje nie sąd, ale IPN;

• to, że na listach osób prześladowanych przez tajne służby (w dawnej ustawie lustracyjnej nazywały się „poszkodowanymi”) nie mogłyby się znaleźć osoby, które kiedykolwiek były w kierownictwie (ustawa nie precyzowała, do jakiego szczebla kierowniczego) PZPR, ZSL i SD albo były zaliczone przez tajne służby do jakiejś kategorii współpracy (np. kontakt operacyjny, kontakt służbowy, adresówka, żywa skrzynka itp.);

• załącznik do ustawy o IPN wymieniający „kategorie współpracy” występujące w rejestrach tajnych służb PRL (patrz wyżej) - dlatego że nie wiadomo, co znaczą, bo nigdy, nawet za czasów PRL, nie zostały zdefiniowane;

• pozbawienie mandatu radnego czy parlamentarzysty, który nie złożył w terminie oświadczenia. Chodzi o to, że w przypadku funkcji z wyboru nowe prawo może obowiązywać co najwyżej od nowych wyborów, bo nie można zmieniać prawem decyzji wyborców;

(automatyczne pozbawienie mozliwoci wykonywania zawodu adwokata, radcy prawnego, komornika i notariusza, jeśli nie złoża oświadczenia lustracyjnego

• automatyczne pozbawianie na dziesięć lat funkcji publicznych kłamców lustracyjnych (chodzi o to, że o takiej każe powinien decydować osobno sąd) ;

• ujawnianie akt IPN łącznie z tzw. danymi wrażliwymi wymienionymi w ustawie o ochronie danych osobowych (konkretnie chodzi o poglądy i wyznanie)

Archiwa IPN po wyroku TK

• Każdy ma nadal dostęp do własnej teczki. Z wyjątkiem dokumentów, które sam wytworzył w ramach pracy w tajnych służbach - jeśli był funkcjonariuszem. I takich, co do których IPN stwierdzi, że można z nich wnioskować, że był tajnym współpracownikiem lub realizował zadania zlecone przez tajne służby.

• Poza tym każdy ma dostęp do teczek m.in.: członków rządu, prezydenta, parlamentarzystów, sędziów TK, SN i NSA, prezesa NIK, prezesa i wiceprezesów NBP, prezesów sądów apelacyjnych oraz WSA, członków KRRiT, prezesa i członków Kolegium IPN i prokuratorów IPN, prokuratorów krajowych i apelacyjnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast oraz członków zarządów powiatów i województw, a także osób, które wyraziły zgodę na kandydowanie na wymienione wyżej funkcje i które pełniły te funkcje od 24 sierpnia 1989 r., oraz członków władz PZPR, ZSL i SD.

W teczkach tych wszystkich osób zaczernia się informacje o osobach trzecich, a także tzw. dane wrażliwe: o zdrowiu, życiu intymnym, poglądach, wyznaniu, nałogach, pochodzeniu narodowym lub rasowym.

• Dostęp do archiwów mają też nadal historycy zatrudnieni w IPN.

Trybunał zakwestionował jedynie dostęp dziennikarzy i naukowców. Ale tylko dlatego, że o tym, który z nich dostanie akta, miał decydować prezes IPN, a ustawa nie zawierała żadnych zasad, jakimi prezes miałby się kierować.

Ma to teraz załatwić szybka nowelizacja ustawy. Jej projekt ma być gotowy już w przyszłym tygodniu. Godzą się na to wszystkie partie.

W zakwestionowanej przez Trybunał ustawie dziennikarze i naukowcy mieli znacznie większy dostęp do archiwów niż zwykli ludzie: mogli dostać każdą teczkę, także osoby prywatnej. Tego przepisu Trybunał nie podważył. I nie ma żadnych przeszkód, aby przywróciła go "mała" nowelizacja.

Do tego czasu każdy dziennikarz i naukowiec nadal ma dostęp do IPN na takich samych zasadach jak reszta obywateli. Jeśli więc przyjdzie do IPN i poprosi o teczkę - np. któregoś z posłów lub starosty powiatowego - powinien ją dostać.

Ale jeśli poprosi o teczkę osoby prywatnej lub tzw. teczkę obiektową (np. dotyczącą zakładów FSO), w której bezpieka gromadziła m.in. materiały z inwigilacji ludzi z tego zakładu, to takich materiałów nie dostanie.

Jak powinien być uregulowany dostęp naukowców i dziennikarzy do akt IPN? Trybunał dał tylko jedną wskazówkę: chronione powinny być tzw. dane wrażliwe.

Tak więc jeśli nowelizacja nawet przywróci dziennikarzom i naukowcom dostęp do wszystkich akt IPN, to nie znaczy, że będą mogli wszystko podać do wiadomości publicznej. M.in. - co nie jest dla wszystkich oczywiste - do sfery danych wrażliwych należą poglądy konkretnego człowieka.

Dotychczasowe orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (a także Trybunału w Strasburgu) ustaliło w tej materii pewien standard:

• To, co się ujawnia (np. w materiale prasowym czy publikacji naukowej), nie powinno naruszać dóbr osobistych, a więc czci, dobrego imienia, prywatności itp.

• Prywatność osób publicznych (nie tylko sprawujących władzę, ale też np. publicystów, pisarzy, aktorów i innych osób publicznie się wypowiadających i prezentujących) jest słabiej chroniona niż osób prywatnych.

• Osoby publiczne też różnią się granicami swojej prywatności, np. ujawnienie, że polityk, który opowiada się za surową moralnością w sferze seksualnej, miewał liczne kochanki albo nie płacił alimentów na dziecko, byłoby dopuszczalne w imię transparentności życia publicznego.

Lustracja w przyszłości

Politycy już zapowiadają nową ustawę. Trybunał w piątkowym wyroku wymienił podstawowe warunki, jakie powinno spełniać prawo dotyczące lustracji, aby było zgodne z konstytucją:

• można rozliczać okres rządów totalitarnych, ale tylko w celu usunięcia zagrożeń dla państwa, a nie dla odwetu;

• nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej;

• lustracja nie może zmierzać do karania. Karać można tylko za pomocą prawa karnego i tylko za przestępstwa;

• pełnienia funkcji publicznych można zakazywać tylko osobom, które uczestniczyły w łamaniu praw człowieka - wydając rozkazy czy polecenia albo je wykonując - albo były wysokimi funkcjonariuszami organów i instytucji łamiących prawa człowieka - chyba że udowodnią, że same tych praw nie łamały;

• każdy, kogo na podstawie akt IPN posądzono o współpracę, ma mieć prawo do odwołania się do sądu, który wyjaśni sprawę w procedurze karnej, czyli z domniemaniem niewinności.

(lustracja powinna obejmowaś tylko okres od 1980 do lipca 1989 roku, bo jeśli ktos donosił wczesniej, a potem tego zaprzestał, to należy uszanować te zmianę. Poza tym taka osoba, która potrafiła zerwac współpracę nie zagraża już ani państwu, ani konkretnym ludziom)

Inne zdania sędziów

Dziewięciu na jedenastu sędziów, którzy sądzili tę sprawę, złożyło zdania odrębne.

Wyrok za zbyt surowy uznało czterech sędziów - wszyscy wybrani w tej kadencji parlamentu. • Sędziowie Maria Gintowt-Jankowicz i Zbigniew Cieślak uznali, że wszystkie przepisy są zgodne z konstytucją oprócz lustracji władz spółek giełdowych i innych przedsiębiorstw podlegających kontroli Komisji Nadzoru Finansowego. • Wojciech Hermeliński był za lustracją wszystkich dziennikarzy i właścicieli mediów i wszystkich naukowców i wykładowców. Uważał, że należy publikować rejestr oświadczeń i że cenzurę i Urząd ds. Wyznań słusznie zaliczono do organów bezpieczeństwa państwa. Uważał też, że za niezłożenie oświadczenia lustracyjnego w terminie powinno się tracić funkcję publiczną na dziesięć lat. • Teresa Liszcz miała podobne do Hermelińskiego zdanie na temat tego, kogo należy objąć lustracją. • Sędzia Bohdan Zdziennicki uznał, że należało obalić całą ustawę, bo była uchwalona w niekonstytucyjnym trybie. • Sędziowie Ewa Łętowska, Marek Mazurkiewicz, Jerzy Ciemniewski i Mirosław Wyrzykowski uważali, że należało uznać za sprzeczną z konstytucją definicję współpracy, a nie jedynie ją uzupełnić.

do góry strony góra

Jeszcze nie koniec lustracji

za: Nasz Dziennik, 07.09.2007

Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał wczoraj prawomocnie byłego posła SLD i byłego ministra sprawiedliwości Jerzego Jaskiernię za kłamcę lustracyjnego. Sąd cofnął także sprawę lustracyjną Małgorzaty Niezabitowskiej do ponownego rozpatrzenia.

Za utrzymaniem wyroku uznającego Jaskiernię za kłamcę lustracyjnego wnosił przed Sądem Apelacyjnym pion lustracyjny IPN. Obrońca byłego posła SLD domagał się zwrotu sprawy do I instancji. Jaskierni pozostaje możliwość złożenia kasacji do Sądu Najwyższego. Dopiero po jego wyroku może on stracić prawo do pełnienia funkcji publicznych.

W 1992 r. Jaskiernia znalazł się na "liście Macierewicza" jako tajny współpracownik wywiadu PRL. Po powrocie ze stypendium w USA w latach 70. sporządził on dla wywiadu raport. Lustracja byłego ministra sprawiedliwości trwała od 2000 roku. W tym czasie zapadło kilka wyroków, w których raz uznawano go za kłamcę lustracyjnego, a innym razem uwalniano go od tego zarzutu. Sprawę trzykrotnie rozpatrywał Sąd Najwyższy. Ostatnio w lutym tego roku SN uchylił wyrok oczyszczający go z kłamstwa lustracyjnego i zwrócił sprawę sądowi II instancji.

Sąd apelacyjny zadecydował też wczoraj o ponownej lustracji byłej rzecznik rządu Tadeusza Mazowieckiego Małgorzaty Niezabitowskiej. Na wniosek IPN został uchylony wyrok sądu lustracyjnego uznający, że nie była ona agentem SB. Sprawa trafi do Sądu Okręgowego w Warszawie.

W styczniu tego roku sąd lustracyjny stwierdził, iż "nie da się wykluczyć, że Małgorzata Niezabitowska nie była agentem SB i nie da się wykluczyć, że nim była, dlatego wątpliwości należy rozstrzygnąć na korzyść lustrowanego". Sąd dodał, że nie można także wykluczyć, iż raporty oficera SB ze spotkań z nią zostały sfałszowane, a sama jej rejestracja jako TW mogła być przedwczesna. Według dokumentów z IPN, Niezabitowska była agentem SB o pseudonimie "Nowak" na początku lat 80., podczas jej pracy w "Tygodniku Solidarność". Wczorajsza rozprawa była pierwszą tego typu w Warszawie po likwidacji w marcu tego roku sądu lustracyjnego.

Zenon Baranowski

do góry strony góra